
[Współpraca reklamowa z Visit Tallinn]
🏡 Strona główna » Przepisy » Podróże » Estonia » Tallinn » Tallinn na weekend. Co zobaczyć w stolicy Estonii?

Tallinn na weekend? Zobacz, co warto zobaczyć w stolicy Estonii, gdzie zjeść, gdzie iść na kawę i dlaczego to miasto tak pozytywnie nas zaskoczyło.

Majowy weekend spędziliśmy w Tallinnie, przepięknej stolicy Estonii. Już od pierwszych godzin wiedzieliśmy, że to będzie wyjazd, który zapamiętamy na długo.
Tallinn jest czysty, spokojny i pełen zieleni. Z jednej strony ma średniowieczne Stare Miasto, brukowane uliczki, punkty widokowe, a z drugiej nowoczesne dzielnice, świetne restauracje, nabrzeże i miejsca, w których chce się po prostu usiąść i chłonąć klimat.
Spędziliśmy tu intensywny weekend i postaram się pokazać Wam jak najwięcej z tego, co udało nam się zobaczyć.
Tallinn to kierunek, który zdecydowanie warto dopisać do listy weekendowych wyjazdów z Polski. Dlaczego?
Do Tallinna polecieliśmy z Warszawy liniami LOT. Sam lot był krótki i bardzo wygodny, bo trwał około półtorej godziny. Po wylądowaniu pierwsze, co rzuciło nam się w oczy, to porządek i spokój na lotnisku.
I nie chodzi o to, że lotnisko jest małe i dlatego nie ma chaosu. Ono po prostu jest bardzo dobrze zaprojektowane. Wszystko jest czytelne, intuicyjne i spokojne. Bez biegania, nerwowej atmosfery i wrażenia, że człowiek od razu wpada w wir dużego miasta.
Co ciekawe, podobne wrażenie mieliśmy też przy powrocie do Polski. Na lotnisku można było spokojnie usiąść, odpocząć i poczekać na lot powrotny do Warszawy.

Z lotniska udaliśmy się do hotelu Metropol Spa Hotel. Skorzystaliśmy z komunikacji miejskiej i już tutaj Tallinn dostał u nas duży plus.
Komunikacja w tym mieście jest dobrze zorganizowana. Autobusy kursują często, a samo poruszanie się po mieście jest bardzo proste. Z lotniska do centrum można dojechać autobusami miejskimi.
My jechaliśmy w kierunku centrum, a później udaliśmy się do hotelu. Po drodze deszcz zaczął ustępować i wyglądało na to, że szykuje się piękne, słoneczne popołudnie. Idealny start zwiedzania.

Na czas pobytu zatrzymaliśmy się w Metropol Spa Hotel. Lokalizacja okazała się wygodna, bo hotel znajduje się blisko centrum, Starego Miasta i komunikacji miejskiej.
To był dobry wybór na odpoczynek po całym dniu chodzenia. W hotelu wszystko było w porządku, śniadania były urozmaicone, a sam obiekt sprawdził się jako baza wypadowa. Niestety mieliśmy tak intensywny plan, że zabrakło nam czasu, żeby skorzystać ze spa.

Po zameldowaniu ruszyliśmy na Stare Miasto. Weszliśmy przez jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Tallinnie, czyli Viru Gate.
To właśnie tutaj zaczyna się ten pocztówkowy Tallinn: kamienne wieże, brukowane uliczki, kolorowe kamienice. Od razu wydaje się trochę bajkowy, ale nie w przesłodzony sposób. Bardziej w takim północnym, bałtyckim stylu.
Na Starym Mieście ludzi było akurat w sam raz. Nie było pusto, ale nie było też tłoku, który odbiera przyjemność ze spaceru. To było takie przyjemne, weekendowe tempo. Ktoś siedział w ogródku restauracyjnym, ktoś robił zdjęcia, ktoś po prostu szedł bez pośpiechu przed siebie.
Tallinn jako miasto nad Bałtykiem może nam się na początku kojarzyć z polskimi nadmorskimi miejscowościami. Ale już po pierwszym spacerze widać, że to zupełnie inna energia.
To bałtyckie miasto ma w sobie coś bardzo intrygującego. Jest spokojne, trochę tajemnicze, bardzo uporządkowane i jednocześnie pełne historii. Chodząc wielowiekowymi uliczkami, trafialiśmy kolejno m.in. do:
Najbardziej zapamiętaliśmy to, że w Tallinnie wszystko wydaje się rozplanowane z głową. Jest porządek, ale nie sterylny. Jest dużo zieleni, ale nie przypadkowej. Drzewa, roślinność, skwery i parki są tu naturalną częścią miasta.
Czasami mieliśmy wręcz dziwne wrażenie, że morze jest dużo dalej, niż w rzeczywistości. Bo przechodząc przez kolejne zielone fragmenty miasta, człowiek łapie różne klimaty, mimo że cały czas znajduje się stosunkowo blisko centrum i nabrzeża.

Jednym z miejsc, które zdecydowanie warto wpisać w plan, jest Patkuli Viewing Platform. To punkt widokowy, z którego widać czerwone dachy, wieże, mury obronne, kościelne iglice i w oddali morze.

Po zwiedzaniu Starego Miasta stwierdziliśmy, że nadszedł godny czas, żeby coś zjeść. Wybraliśmy restaurację Tuljak, która znajduje się blisko morza, słynie z dobrej lokalizacji oraz dużego tarasu.
Tuljak zaskoczył nas kilkoma rzeczami, ale najważniejszą było jedzenie. Świetne połączenia smaków, elegancka forma podania i przyjemna atmosfera.
Z menu wybraliśmy m.in. zupę z białych szparagów i ziemniaków, ratatouille oraz stek Aberdeen Angus. Co ciekawe, szparagi w Estonii również są bardzo popularne, więc ta zupa dobrze wpisała się w majowy klimat wyjazdu.
Największe wrażenie zrobiło jednak połączenie dobrego jedzenia z lokalizacją. Mieliśmy szczęście, bo pogoda zrobiła się słoneczna i jedliśmy przy świetle zachodzącego słońca. Przez rolety wpadały ciepłe promienie, a za oknem było morze. Niby prosta rzecz, a tworzyła taki klimat, którego długo się nie zapomina.
Po kolacji wróciliśmy do hotelu. Zbliżała się 22:00, a po całym dniu zwiedzania zasłużony odpoczynek był już naprawdę potrzebny.

Sobota przywitała nas idealną pogodą. Niebo było praktycznie bez chmur, temperatura w ciągu dnia dochodziła do około 25 stopni, a wiatr był minimalny. Jak na majowy weekend w Tallinnie, trafiliśmy super.
Dzień zaczęliśmy od śniadania w hotelu Metropol Spa Hotel. Wybór był duży, ale musieliśmy się trochę ograniczać, bo w planie mieliśmy wizytę w miejscu, na które bardzo czekaliśmy.

Po śniadaniu ruszyliśmy do The Brick Coffee Roastery. To palarnia kawy i kawiarnia w Telliskivi, ale zupełnie inna niż duże sieciowe kawiarnie, które znamy z wielu miast.
Brick ma w sobie przyjemną atmosferę. Mimo że było sporo osób, nie czuliśmy tłoku ani chaosu. Obsługa była spokojna i zaangażowana.
Muzyka grała z gramofonu, winyl faktycznie się kręcił, a napoje można było dopasować pod siebie. My spróbowaliśmy m.in. popularnej matchy, kawy, cynamonki i jogurtu z musli. Do tego dostaliśmy też do spróbowania autorskie syropy, które można dodawać do napojów i deserów.
Siedzieliśmy też przed Brickiem. To dość surowa, betonowa przestrzeń, ale co ciekawe wcale nie czuć tam typowej „betonozy”. Dlaczego? Bo w Tallinnie zieleń jest praktycznie wszędzie. Nawet w miejscach bardziej industrialnych drzewa, rośliny i dobrze zaprojektowana przestrzeń robią znaczącą różnicę.

Po kawie ruszyliśmy na Balti Jaam Market. Jest to targ położony niedaleko dworca, bardzo blisko Telliskivi i Starego Miasta.
Na miejscu znajdziecie warzywa, owoce, produkty lokalne, sklepy, stoiska z drobiazgami. Ale najbardziej zaskoczyło nas nie to, co można tam kupić, tylko atmosfera.
Targi często kojarzą się z chaosem i przypadkowością. Tutaj było zupełnie inaczej. Spokojnie, czysto, poukładanie. Ludzie byli mili, nikt się nie spieszył, nikt nie przepychał.

Z Balti Jaam przeszliśmy do Telliskivi Creative City. Jest to dzielnica, gdzie dawne industrialne budynki dostały tu drugie życie i dziś mieszczą się w nich kawiarnie, restauracje, galerie, sklepy i miejsca spotkań.
Bardzo nam się spodobało, że nie próbowano na siłę zakryć przemysłowego charakteru tego miejsca. Wręcz przeciwnie. Stare budynki tworzą tu spójną całość.

W Telliskivi znajduje się też Fotografiska Tallinn, czyli muzeum fotografii, sztuki i kultury wizualnej. Możemy w nim zobaczyć wystawy współczesnej fotografii i sztuki, a same ekspozycje zmieniają się w czasie, więc warto wcześniej sprawdzić aktualny program.
Fotografiska nie jest klasycznym muzeum. To bardziej doświadczenie. Trochę sztuka, trochę przestrzeń spotkań, trochę miejsce do dyskusji, a na samej górze jest również restauracja z widokiem na Tallinn.
Najpierw zwiedziliśmy część wystawową, a wieczorem wróciliśmy na kolację. I to był bardzo dobry pomysł.

Po zwiedzaniu Fotografiska nadszedł czas na konkretny poczęstunek. Wybraliśmy SABA, czyli miejsce w Telliskivi specjalizujące się w ręcznie robionych wrapach.
Wrapy, zawinięte na świeżo, z konkretnym środkiem i dobrze dobranymi sosami. Dobra opcja na szybki lunch między zwiedzaniem i dalszym spacerem.

Po lunchu brakowało nam jeszcze czegoś na deser, ale nie przesadnie słodkiego. Idąc w stronę centrum, trafiliśmy do MELT.
To kawiarnia i miejsce z deserami, które specjalizuje się m.in. w naturalnym frozen yogurt. Ich froyo powstaje z prawdziwego jogurtu, jest niskocukrowe, wysokobiałkowe, a dodatki i sosy przygotowywane są na miejscu. W ofercie są też kawa, matcha, desery, kanapki i nawet selekcja szampana.
Najbardziej zapamiętaliśmy jednak nie tylko smak, ale też podejście. Pan Aaron opowiadał nam o swoich deserach z taką pasją, że było widać, ile pracy i serca wkłada w to, co robi.
Takie miejsca w podróży pamięta się najbardziej. Poza dobrym smakiem pozostaje też szacunek do czyjejś pracy.

Najedzeni i zadowoleni ruszyliśmy w stronę nabrzeża. Spacer nie jest długi, a po drodze można obserwować, jak Tallinn łączy stare z nowym.
Podobało nam się to, że nowe budynki nie gryzą się ze starszą zabudową. Wszystko wydaje się przemyślane i spójne. Nie doznaliśmy wrażenia, że ktoś postawił coś przypadkiem, bez szacunku do otoczenia.
Przy samym morzu widać, jak dużo dzieje się w Tallinnie na świeżym powietrzu. Są czartery, sauny, banie, restauracje, apartamenty, wypożyczalnie sprzętu i dużo ścieżek rowerowych. Ludzie spacerują, jeżdżą na rowerach, odpoczywają, korzystają z przestrzeni.
A jednocześnie nie czuć tłumu. I to jest chyba jedna z największych zalet Tallinna. W wielu europejskich miastach czuć przepych, hałas i ciągłą potrzebę pokazania się. Tutaj tego nie ma. Jest spokojniej, ciszej, bardziej naturalnie. I bardzo dobrze.
Usiedliśmy na ławce, odpoczęliśmy chwilę i patrzyliśmy na to, co dzieje się dookoła. A jak to przy takiej kontemplacji bywa, czas uciekł szybciej, niż planowaliśmy.

Wieczorem wróciliśmy do Fotografiska, tym razem do restauracji znajdującej się na górze budynku.
Obsługa była profesjonalna, z poczuciem humoru. Naszym kelnerem był Pan Mihkel, który zadbał o serwis i dobrą energię przy stoliku.
Zdecydowaliśmy się na propozycję kilku dań szefa kuchni z dobranymi winami. Wina przechodziły od delikatniejszych do bardziej wyrazistych, a dania były komponowane w podobnym rytmie.
To, co szczególnie zapamiętaliśmy, to sposób budowania smaku. W niektórych daniach poszczególne składniki na początku wydawały się osobne, ale kiedy jadło się je po kolei i łączyło w odpowiednich proporcjach, na końcu pojawiał się przyjemny finisz. Dopiero po chwili rozumiesz, po co dany składnik znalazł się na talerzu.
Ciężko byłoby odtworzyć z pamięci wszystkie kompozycje, ale na pewno warto pochwalić to, jak kuchnia Fotografiska potrafi dyrygować smakami. Są tu składniki oczywiste, ale też takie, które na pierwszy rzut oka mogą zaskoczyć.

Na deser dostaliśmy m.in. sery podane z miodem i solą. I powiem Wam, że ser, miód i sól to połączenie zaskakująco dobre. Na tyle dobre, że można nazwać je pełnoprawnym deserem.
Miłym akcentem na koniec był truskawkowy schnapps. Taki mały, owocowy znak, że wieczór powoli dobiega końca, ale Tallinn jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Po kolacji postanowiliśmy jeszcze raz przejść się po Starym Mieście. Były okolice 22:00, więc spodziewaliśmy się wieczornego klimatu. A tu zdziwienie, ponieważ wciąż było jasno.
W Tallinnie w trzecim tygodniu maja dzień jest już naprawdę długi. Pełny zmrok przychodzi dużo później niż w Polsce.
Po 22:00 Stare Miasto robi się szczególnie urokliwe. Jest spokojniej, nastrojowo i bezpiecznie. Około 23:00 zauważyliśmy też, że restauracje, bary / kluby położone blisko miejsc mieszkalnych funkcjonują w taki sposób, żeby nie generować nadmiernego hałasu. I za to naprawdę duży szacunek. Porządek i przytulna atmosfera były odczuwalne praktycznie wszędzie, gdzie byliśmy.
Nasza sobota dobiegła końca, więc wróciliśmy do hotelu na zasłużony odpoczynek.


Nadeszła niedziela. Z jednej strony piękny dzień, z drugiej trochę smutny, ponieważ nieubłaganie nadchodził czas powrotu. Postanowiliśmy wykorzystać kilka ostatnich godzin najlepiej, jak się da.
Kilka kilometrów od centrum znajduje się Kadriorg Park, czyli jedno z najpiękniejszych zielonych miejsc w Tallinnie. To rozległy park z alejkami, stawami, ogrodami i pałacem.

W parku znajduje się Kadriorg Palace, czyli barokowy pałac, w którym dziś działa muzeum sztuki. Budynek robi wrażenie.

Postanowiliśmy zwiedzić również wnętrza. W środku można zobaczyć kolekcję sztuki, obrazy, rzeźby i ekspozycje, które dobrze pasują do charakteru pałacu.
Najbardziej podobało nam się połączenie architektury i spokojnego parkowego otoczenia. To miejsce ma inny klimat niż Stare Miasto czy Telliskivi.

Po zwiedzaniu pałacu udaliśmy się do ogrodu japońskiego. Wiosną można tu zobaczyć m.in. kwitnące wiśnie, a na przełomie wiosny i lata rododendrony. Całość jest zaprojektowana spokojnie: ścieżki, woda, zieleń.

Po Kadriorg mieliśmy jeszcze trochę czasu na KUMU Art Museum. To główny budynek Estońskiego Muzeum Sztuki i jedno z najważniejszych muzeów w kraju.
KUMU samo w sobie jest dużym i nowoczesnym budynkiem, który robi wrażenie już z zewnątrz. W środku znajdziecie wystawy poświęcone sztuce estońskiej od XVIII wieku do współczesności, a także ekspozycje czasowe i współczesne projekty artystyczne.
Niestety mieliśmy zbyt mało czasu, żeby na spokojnie zagłębić się w większość wystaw. To jest miejsce, które zasługuje na więcej niż szybkie przejście. Zaplanujcie sobie tutaj przynajmniej kilka godzin.
Niestety nadszedł czas powrotu.
Na lotnisku znowu poczuliśmy ten sam porządek i spokój, który przywitał nas pierwszego dnia. Idealnym podsumowaniem tallińskiego zamiłowania do organizacji był robocik sprzątający, który dumnie wykonywał swoje przydzielone obowiązki.

I tak, wracać się nam nie chciało.
Jeśli planujecie wyjazd do Tallinna, na listę warto wpisać:
Podczas naszego weekendu odwiedziliśmy kilka miejsc, które możemy polecić:
Z Warszawy do Tallinna można dolecieć bezpośrednio. Lot trwa około półtorej godziny, więc jest to wygodny kierunek na weekendowy city break.
Lotnisko w Tallinnie znajduje się blisko centrum. Do miasta można dojechać komunikacją miejską, m.in. autobusami.
Moim zdaniem na weekendowy pobyt Stare Miasto, Telliskivi, Balti Jaam i nabrzeże można spokojnie zwiedzać pieszo. Do Kadriorg i KUMU najlepiej podjechać komunikacją miejską.
Polecam wybrać hotel w centrum albo w okolicy Starego Miasta, Rotermann Quarter, portu lub Telliskivi. Dzięki temu większość miejsc będziecie mieć w zasięgu spaceru albo krótkiego przejazdu komunikacją.

Tallinn zrobił na nas pozytywne wrażenie. To jedno z tych miast, w których od razu czuć, że ktoś myśli o mieszkańcach i odwiedzających. Jest czysto, bezpiecznie, spokojnie i kulturalnie.
Atrakcji w stolicy Estonii jest naprawdę dużo. Długo by wymieniać, Tallinn po prostu trzeba zobaczyć samemu. Mimo że w maju było już sporo turystów, nie czuliśmy przytłoczenia. Miasto ma tyle przestrzeni do wspólnego korzystania, że ruch naturalnie się rozprasza.
Szczerze mówiąc, trudno nam się do czegoś przyczepić. No dobrze, może jest jeden minus: czas. Weekend zleciał zdecydowanie zbyt szybko. I nawet długie, jasne majowe dni nie pomogły nacieszyć się Tallinnem tak bardzo, jak byśmy chcieli.

🔗 Brno na weekend: świąteczny city break w Czechach
@ kuchenne_mecyje . Cze 2
Chrupiące ziemniaczki z parmezanem 😋 Masło czosnkowe i parmezan robią tutaj całą robotę!
PRZEPIS👇
Składniki: 800g ziemniaków, 2-3 łyżki oliwy, 1 łyżeczka wędzonej i słodkiej papryki, 2 łyżeczki przyprawy do ziemniaków, 1 łyżeczka soli, 50g masła, 2 ząbki czosnku, natka pietruszki, 50g parmezanu.
#ziemniaki #pieczone #parmezan #masłoczosnkowe

@ kuchenne_mecyje . Maj 31
Czekoladowe ciasto z truskawkami na maślance bez użycia miksera 😍
PRZEPIS👇
Składniki: 2 szklanki mąki, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 0,5 łyżeczki sody, 3 łyżki kakao, 1 szklanka maślanki, 2 jajka, 0,5 szklanki oleju, 1 szklanka cukru, 300g truskawek.
#ciastoztruskawkami #sezonnatruskawki #czekoladoweciasto #bezmiksera

@ kuchenne_mecyje . Maj 28
[reklama @nettopolska ]
Mój patent na szybkie grillowanie nad jeziorem? Wszystko kupuję w jednym miejscu 😍
W Netto znalazłam zarówno produkty na grilla, dodatki, napoje, jak i wszystkie rzeczy potrzebne do przygotowania letniego pikniku. Postawiłam głównie na produkty marek własnych Netto i promocje, dzięki którym taki wyjazd można zorganizować naprawdę budżetowo.
Tym razem przygotowałam kolorowe szaszłyki z warzywami, grillowaną kiełbaskę i dodatki idealne na wspólny chill nad jeziorem 🌞
To właśnie lubię najbardziej dobre jedzenie, plener i zero przesadnego planowania☺️
#NettoPolska #Netto #GrillowanieNaPatencie #kazdyGrillujeJakChce #PatentNaTanieGrillowanie

@ kuchenne_mecyje . Maj 27
Mały przewodnik po Tallinnie 😍 Co zobaczyć i gdzie pysznie zjeść podczas weekendowego city breaku👇
📍 Stare Miasto
Kolorowe kamienice, brukowane uliczki i klimat jak z pocztówki.
📍 Pasaż św. Katarzyny
Jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w Tallinnie.
📍 Ogród Duńskiego Króla
Spokojny zakątek przy murach obronnych, z pięknym widokiem na miasto.
📍 Kiek in de Kök
Średniowieczna wieża i historyczna część Tallinna, którą warto zobaczyć przy okazji spaceru po Starym Mieście.
📍 Punkt widokowy
Obowiązkowy przystanek- panorama Starego Miasta robi ogromne wrażenie.
📍 Kadriorg Palace
Piękny pałac, ogrody i zupełnie inny, bardziej elegancki klimat miasta.
📍 Ogród Japoński
Ciche, zielone miejsce idealne na chwilę odpoczynku.
📍 KUMU
Muzeum sztuki nowoczesnej z piękną architekturą i ciekawymi wystawami.
📍 Restauracja Tuljak
Kolacja z widokiem na morze, świetne miejsce na wyjątkowy wieczór.
📍 The Brick
Palarnia kawy i fajny spot na coś pysznego w luźniejszym klimacie.
📍 Melt
Pyszne lody z jogurtu i bardzo sympatyczny właściciel.
📍Saba
Dobre miejsce na szybki lunch.
📍 Restauracja Fotografiska
Restauracja z widokiem i świetną kuchnią.
Tallinn naprawdę warto odwiedzić, szczególnie jeśli lubicie klimatyczne miasta, dobre jedzenie i spokojne zwiedzanie.
Mam też kilka magnesów z Tallinna do rozdania. Napiszcie w komentarzu, które miejsce najbardziej chcielibyście odwiedzić? ☺️
Zaproszenie @visittallinn
#visittallinn #collaboration #ad #advertsing #estonia

Kuchenne Mecyje | Wszelkie prawa zastrzeżone | 2026 | Polityka Prywatności | Regulamin